Poligon rakietowy „Heidekraut” - zarys historii i próba rekonstrukcji


„W ostatnich dniach miesiąca lipca 1944 położenie w Heidelagrze stało się krytyczne. Rosyjska ofensywa sprawiła, że dalsze pozostawanie tam stało się niemożliwe. Musieliśmy zmienić miejsce i nasze nowe stanowisko "Heidekraut" znaleźliśmy w rozległych gęstych lasach Borów Tucholskich, 15 km na wschód od Tucholi.Strzelaliśmy teraz w ogólnym kierunku południowym” - tak gen. Walter Dornberger,odpowiedzialny z ramienia Wehrmachtu za program rakietowy V-2, opisuje początki poligonu w wydanych po wojnie wspomnieniach.

Książka Dornbergera - praktycznie nieznana w Polsce, bo nie istnieje jej polski przekład - może się wydawać doskonałym źródłem informacji na temat poligonu w Borach Tucholskich. Ale tylko pozornie. Autor w mniejszym lub większym stopniu pomija rolę A4/V-2 jako broni, a kładzie nacisk wyłącznie na doświadczenia z nią, co dziś odczytujemy jako próbę zmniejszenia swojej roli w machinie wojennej III Rzeszy. Już bowiem w krótkim przytoczonym wyżej fragmencie Dornberger albo celowo, albo - być może chcąc zasłonić się brakiem pamięci - myli się w dwóch faktach: dacie rozpoczęcia funkcjonowania poligonu Heidekraut („Wrzos” - HK) i określeniu celów, które wybierano dla wystrzeliwanych stąd rakiet.

Problemy z odtworzeniem historii HK oraz z próbami jego rekonstrukcji były do tej pory dwa: brak niemieckich dokumentów z okresu II wojny światowej, które dostępne byłyby w polskich archiwach lub publikowane w obcojęzycznych źródłach; brak jakichkolwiek zdjęć z okresu 1944 - 1945 z tego terenu. Efektem tego stanu rzeczy w Polsce były do tej pory wyłącznie publikacje koncentrujące się na zasługach polskiego wywiadu podziemnego w walce z A4/V-2.

Próbując zrekonstruować historię poligonu Heidekraut, musimy zacząć od mometu, w którym rakieta A4 przestawała być pociskiem doświadczalnym, a zaczęła stawać się bronią.

Po pierwszym bombardowaniu ośrodka doświadczalnego w Peenemuende i decyzji o przeniesieniu wiekszości testów i szkoleń do Blizny (poligon Heidelager - HL), we wrześniu 1943 roku pułkownik Gerhard Stegmaier zaczął organizować bojowe jednostki rakietowe. W tym czasie powstał ośrodek szkolny dla żołnierzy baterii V-2 niedaleko centrum Koszalina. Ośrodek, mający zajmować się wyłącznie teoretycznym szkoleniem żołnierzy, prowadził szkolenia na dwóch kursach - jednym dla oficerów i tych, którym potrzebna była wiedza inżynierska, i drugim - dla zwykłych żołnierzy. W tym czasie w Pile utworzono Artillerie Erzatz Abteilung 271 (271 Zastępczy Batalion Artylerii), który miał szkolić instruktorów. Trzecia szkoła istniała w Gross Born (Borne Sulinowo)Szkolenia jednostek technicznych przeprowadzano w Peenemuende.

Pierwszą jednostką, która pojawiła się na poligonie w Bliźnie po przeszkoleniu w Koszalinie, była 444 Batteria Szkolno-Doświadczalna. W styczniu do HL - po przeszkoleniu w Bornem Sulinowie i Peenemuende przybyła 1 i 2 bateria 836 AA. Obie jednostki były później uznawane za najbardziej doświadczone w praktycznych strzelaniach, ponieważ tylko one uczestniczyły w szkoleniach w Bliźnie, skąd wystrzeliły z większym lub mniejszym powodzeniem około 160 rakiet. Mimo że jeszcze w maju 1944 roku w Bliźnie pojawił się Wernher von Braun, najważniejszy animator niemieckiego programu rakietowego, było oczywiste, że zbliżanie się frontu wschodniego uniemożliwi działanie poligonu. Ostatnią V-2 wystrzelono w HL 30 czerwca.

Kiedy zdecydowano o przeniesieniu poligonu z rakietowego z Blizny w Bory Tucholskie - nie wiadomo. Pozostaje także w sferze domysłów odpowiedź na pytanie, dlaczego wybrano akurat to miejsce. Nie bez znaczenia była topografia, małe zaludnienie terenu i dobrze rozwinięta sieć połączeń kolejowych, bez których transport A4 z zakładów Mittelwerk w górach Harzu byłby niemożliwy. Na pewno dużą rolę odegrała mała odległość do ośrodków szkoleniowych w Koszalinie, Bornem Sulinowie i Pile. Nie można prawdopodobnie też nie docenić roli, jaką w podjęciu decyzji odegrał Gruppenfuehrer dr. inż. Hans Kammler, od 1943 osoba mająca pełną władzę nad programem V-2 z ramienia SS, która bezpośrednio podlegała samemu Himmlerowi. Kammler przez kilka lat przed wojną mieszkał w Bydgoszczy, gdzie kończył gimnazjum. Studiował na politechnikach w Gdańsku i Szczecinie - tereny obecnego polskiego Pomorza musiał więc znać bardzo dobrze.

W ciągu ostatnich lat autorowi udało się trafić do czterech świadków, mieszkańców tych terenów, których relacje mają duże znaczenie przy odtwarzaniu historii i próbach rekonstrukcji poligonu rakietowego Heidekraut. Pani Irena Szpica, mieszkanka wsi Suchom położonej na północny-wschód od Wierzchucina (niem. Lindenbusch), pamięta, że niemieccy żołnierze pojawili się w jej rodzinnej wsi wczesnym latem 1944 roku. Suchom został wysiedlony. Przez pewien czas gospodarze z Suchomia razem z dobytkiem koczowali w okolicznych lasach. Domy w Suchomiu zostały zajęte przez niemieckich żołnierzy. Alfons Chylewski, mieszkanic Cisin, relacjonuje, że tereny położone na północ od linii kolejowej Laskowice - Cekcyn zostały zamknięte. Drogi zostały przegrodzone szlabanami. Na bocznicy przy stacji Wierzchucin rozładowywano wagony z rakietami. Dalej pociski transportowano w rejon jeziora Suchom.Przeładunek w Wierzchucinie jednak okazywał się trudny, dlatego później zaczęto wykorzystywać stacje w Lnianie, ponieważ tam znajdowała się przedwojenna wojskowa rampa przeładunkowa. Nieżyjący już Zygfryd Babiński, mieszkaniec położonych na południe od Suchomia Lisin, relacjonował, że po pierwszym upadku rakiety we wsi, który miał miejsce w sierpniu, Lisiny zostały przez Niemców ewakuowane. Henryk Jaśtak, mieszkający niedaleko Iwca, pamięta, że na terenie poligonu znajdowały się zawsze dwie grupy żołnierzy - jedna pełniła wyłącznie warty, druga była w składzie jednostek rakietowych. Na podstawie tych i innych relacji świadków możemy dziś domniemywać, że powstawanie poligonu w Borach Tucholskich wiązało się ze zwiększoną aktywnością niemieckich jednostek wojskowych w tym rejonie. Zajęcie przez niemieckich żołnierzy 1 lipca 1944 roku budynku szkoły w Trzebcinach na północ od Suchomia i Zielonki raczej na pewno było przejawem takiej aktywności.

Nieznane i niepublikowane dotąd w Polsce niemieckie dokumenty, które albo powstawały na terenie Heidekraut, albo były pisane po jego opuszczeniu, częściowo odsłaniają dotychczasową tajemnicę tego miejsca i pozwalają m.in. szczegółowiej niż dotąd określić okres jego działania i intensywność strzelań. Rzucają także światło na rodzaje testowanych modyfikacji rakiet i charakter poligonu. Dokumenty można podzielić na kilka grup. Najliczniejszą stanowią spisy zatytułowane „Sonderschiessen” („strzały specjalne”) - które mają charakter tabelkowych „dzienników strzelań”. Druga grupa to relacje składane przez oficerów jednostek przełożonym wyższego szczebla. Trzecia - doraźne meldunki będące dokładnym opisem skutków wypadków podczas strzelań.

Z punktu widzenia opisu początków poligonu HK najciekawszy jest meldunek z 31 sierpnia 1944 roku, którego autorem jest szef 3/836 AA (3 bateria 836 batalionu), będący w stopniu Hauptmanna (kapitana). Dwa pociągi ze sprzętem baterii 31 lipca dotarły na stację w Tucholi. Dokument opisuje stan liczebny baterii: 7 oficerów, 47 podoficerów, 238 żołnierzy i 78 pojazdów. Jednostka po ok. 25 kilometrowym marszu w kierunku na wschód od Tucholi dotarła do miejsca przeznaczenia. Pierwszego i drugiego sierpnia bateria budowała siedziby polowe, 3 sierpnia od godz. 3 rano przygotowywała pole startowe, które znajdowało się ok. 300 m na południe od strefy mieszkalnej. Dalej dokument opisuje strzelania rakietami A4/V-2, które bateria przeprowadziła między 4 a 20 sierpnia 1944 roku. Miała do dyspozycji 20 pocisków, z czego 12 posiadało głowice z ładunkiem wybuchowym. Z dwudziestu rakiet aż sześć miało problemy z okablowaniem zasilającym i sterującym - i nie zostało odpalonych.

Meldunek ten jako jedyny znany precyzuje także cele, które bateria obrała dla swoich pocisków. Pierwszym była miejscowość Lutatow (dziś Lututów), odległa o 244,6 km na południe od pola startowego. Drugi cel - odległy o 225,1 km - określono jedynie koordynatami siatki kilometrowej Gaussa-Kruegera, używanymi w niemieckiej armii podczas II wojny światowej. Autorowi udało się odnaleźć ten punkt - znajduje się na niewielkim obszarze leśnym, wówczas noszącym nazwę Gutswald, niedaleko wsi Pokrzywniki (niem. Pokrzywniok).

Na jedną rzecz w raporcie Hauptmanna, dowódcy 3/836 AA, należy jeszcze zwrócić uwagę -wspomina, że na poligonie w Borach Tucholskich przed przybyciem jego jednostki znajdował się już jakiś „Versuchsabteilung” (batalion doświadczalny).

Odpowiedzi na pytanie, o jaką jednostkę chodzi, należy szukać w „dziennikach strzelań”. Pod datą 31 lipca 1944 znajdujemy w nich informację o odpaleniu A4 przez 444 Baterię, która - jak pamiętamy - pełniła funkcje szkolno-doświadczalne na zlikwidowanym poligonie Heidelager w Bliźnie. Start nastąpił o godzinie 19.09. - był udany. Celu nie znamy, wiadomo tyle, że znajdował się w odległości 263 kilometrów, a rakieta przeleciała 265,1 km. Od założonego punktu celowania zboczyła w prawo o 9,7 kilometra. Jest to jest najwcześniej zanotowane odpalenie rakiety A4/V-2 z poligonu w Borach Tucholskich. W tym czasie na poligonie HK była już jeszcze jedna jednostka - ze spisów „Sonderschiessen” wynika, że stacjonowała tu w tym czasie także druga bateria 485 batalionu (2/485 AA). O godz 17.58 wystrzeliła stąd rakietę V-2 pierwszego dnia sierpnia. Cel miał się znajdować w odległości 182 kilometrów, A4 - mimo że wystartowała prawidłowo - spadła w odległości 145,5 km, zbaczając z liniii strzału w prawo aż o 13,2 km. Tego samego dnia 444 Bateria tuż przed godziną 20 wystrzeliła kolejną rakietę, która przeleciawszy 1,6 kilometra - zbaczając o 180 metrów z kursu w prawo - spadła na ziemię.

Dziś zatem z całą pewnością możemy stwierdzić, że początki istnienia poligonu Heidekraut - w sensie przybycia na ten teren jednostek rakietowych: 444 Baterii i 2 baterii 485 AA - trzeba datować na - co najpóźniej - połowę lipca 1944. Dopiero do tych dwóch jednostek na początku sierpnia dołączyła 3 bateria 836 AA.

Tabele niemieckich „dzienników startowych” wypełnianych najprawdopodobniej przez podoficerów jednostek rakietowych szkolących się na poligonie Heidekraut, dostarczają wielu informacji. Znajdziemy tam numery produkcyjne rakiet V-2, z którymi opuszczały one podziemne zakłady Mittelwerk w Niemczech i pociągami były dowożone do stacji Wierzchucin, daty ich wystrzelenia, założoną odległość do celu i informację o efektach strzelania - osiągniętym dystansie i zejściu pocisku z trajektorii lotu. Wiadomo też, o której godzinie jaka jednostka rakietowa wystrzeliwała V-2. Bogato opisane są w dziennikach kodowane modyfikacje produkcyjne, znajdziemy tam także informacje o wykorzystanej metodzie kierowania rakiety albo rodzaju powłoki maskującej pokrywającej pocisk. Częściowo wiadomo także,która rakieta była wyposażona w głowicę bojową i które - jako niesprawne - były zwracane do zakładu produkcyjnego Mittelwerk. Nad wyraz istotne są także informacje o jednostkach, które pojawiły się na poligonie Heidekraut.

Po analizie „dzieników startowych” można dojść do dwóch wniosków. Bezsprzecznie na poligonie Heidekraut szkoliły się w operacyjnym, czyli bojowym, użyciu V-2 wszystkie niemieckie jednostki rakietowe, które później używały tej broni w atakach na Antwerpię, Londyn, Paryż, Lille, Remagen i inne miasta zachodniej Europy.Po drugie, jednostki te - szkoląc się w bojowym użyciu pocisków - testowały „przy okazji” modyfikacje wprowadzane w czasie produkcji standardowych rakiet.

Walter Dornberger wspomina okres funkcjonowania poligonu w Borach Tucholskich tak: „Ponieważ włączenie serii próbnej do produkcji Mittelwerku wiązało się z opóźnieniami w produkcji, w porównaniu do standardowych pocisków, musiałem w pierwszych miesiącach dzwonić do Kammlera, który kierował użyciem bojowym, po zatwierdzenie każdej serii próbnej do testów. Jemu wydawało się chodzić tylko o liczbę strzałów na froncie. Chciał zameldować górze o możliwie wielu strzałach bojowych. Efekty wydawały się z początku obojętne. W tym czasie musieliśmy się stale liczyć z tym, że dalsze prace rozwojowe i próby zostaną w ogóle wstrzymane. Gdy napływały wówczas stopniowo meldunki o wynikach strzelań, gdy na skutek wycofania się frontu trzeba było zwiększyć odległość strzałów i gdy, po sformowaniu nowych jednostek, potrzeba było rakiet do szkolenia, Kammler dostrzegł, że potrzebujemy więcej pocisków. Ale do końca zastosowania bojowego ich liczba, w stosunku do wielkich zadań, którym trzeba było sprostać, była znikomo mała. Odpalanie pojedynczych serii próbnych odwlekało się na tygodnie.”

Modyfikacji pocisków A4/V-2 testowanych przy okazji strzelań szkoleniowch w HK dziś jeszcze nie potrafimy rozpoznać. Każda modyfikacja rakiety A4 była kodowana literami „Ma”, po których następował numer. Czasami, w „dziennikach startowych”, w rubryce „uwagi” (Bemerkungen) lub „ustawienia” (Abschaltung) znajdują się hermetyczne (z uwagi na język i techniczne określenia), ale istotne z punktu widzenia badacza V-2 określenia. Dotyczą one m.in. tego, czy rakieta miała głowicę z materiałem wybuchowym, jaki był ładunek głowicy (bywało np. 300, a nie 730 kg), ile zatankowano paliwa, jaki rodzaj sterowania zastosowano. Są tam też informacje o izolacji zbiorników watą szklaną i pokrywaniu głowic „maskowaniem grafitowym”.

Zobaczmy, jakie dane znajdują się w zapisach o lotów V-2 wystrzeliwanych przez dwie wybrane niemieckie jednostki na poligonie HK.

1/836 AA, 21-22 września 1944:
godz. 8.11, pocisk nr 18824 - cel na 165 km, pocisk spadł po 172 km; 10 km na lewo;
godz. 13.11, pocisk nr 18822, cel na 165 km, pocisk spadł po 160,1 km; 17 km na lewo;
godz. 9.26, pocisk nr 18825, cel na 165 km, pocisk spadł na 143,2 km; 3,2 km na prawo;

1/271 EA (Erzatz Abteilung) 15-18 września:
godz. 11.35, pocisk nr 19549 - cel na 200 km, pocisk spadł po 197; 1,5 km na lewo
godz. 13.02, pocisk 19348 - cel na 200 km, pocisk spadł po 193,2 km; 14,7 km na prawo.

Dane te pokazują, jak pod koniec 1944 roku niecelną bronią była rakieta A4/V-2. Rozrzutu nie poprawiano do końca wojny.

Pod koniec 1944 roku, jak wspominał autorowi Zygfryd Babiński z Lisin, na poligonie HK doszło do dużej eksplozji. Potwierdziła to Irena Szpica z Suchomia. O wielkim wybuchu wspomina też por. Jan Sznajder, dowódca oddziału AK „Jedliny”, przebywający wówczas w ziemiance odległej o 12 km od poligonu. Wydaje się, że dziś wiemy już, o czym mówili świadkowie. Wyjaśnia to niemiecki meldunek specjalny z 13 grudnia 1944 roku, pochodzący z dowództwa stacjonującego w HK „Lehr- und Ver. Abt.” (batalion szkolno- doświadczalny). Meldunek dotyczy eksplozji, która nastąpiła podczas startu V-2 12 grudnia o godz. 14.07. W pocisku o numerze seryjnym 19855 w 3,5 sekundy po starcie na wysokości 40 metrów eksplodowała głowica. Fragmenty rakiety były rozrzucone w promieniu 400 metrów. Odłamki głowicy zniszczyły naziemne okablowanie, pojazd z generatorem prądu i ciężarówkę testową. Być może byli też zabici, ale meldunek o nich nie wspomina.

Ostatni start V-2 z Borów Tucholskich Walter Dornberger tak opisuje:
"Było już po 23, gdy jasny płomień zaczerwienił niebo. Rakieta wzniosła się po swej trajektorii. Jaskrawo świecąca struga gazów, którą tylko było widać, zakreśliła łuk.Stałem na pomoście jednego z wagonów naszego pociągu specjalnego na małym dworcu Lindenbusch (Wierzchucin - W.M.) pośród rozległych lasów Borów Tucholskich. Silnik przestał pracować w określonym czasie. Na ciemnym niebie wyraźnie mogłem dostrzec przez lornetkę mały, jasno świecący punkt rozżarzonych do białości sterów gazowych. Byłem ciekaw, jak długo będę mógł śledzić rakietę na jej trajektorii. W chwili startu włączyłem stoper, wróciłem do wagonu i pozostało mi teraz tylko odczytanie czasu.Wciąż jeszcze mogłem widzieć słaby punkt świetlny, przez 2, 3 4 minuty. Ze względu na zakrzywienie ziemi trajektoria wydawała się bardzo krótka. Teraz, po 4 minutach, punkt był na niebie już nie tak wysoko. W końcu po 4 minutach 32 sekundach zniknął w warstwie mgły nad ziemią. Mogłem śledzić lot rakiety na przestrzeni ponad 200 kilometrów.

Wydawało mi się, że znalazłem wyjaśnienie widzialności rakiety podczas nocnych strzałów. Obserwator widział rozżarzone stery gazowe i, z powodu wysokiej prędkości, brał je za całą rakietę.

W połowie stycznia 1945 "Heidekraut" musiał zostać ewakuowany. W głębokim śniegu Fernraketen-Lehr- und Versuchsabteilung osiągnął, ze wszystkimi samochodami i wyposażeniem, lasy koło Wolgastu”.

Dornberger nie podaje daty ostatniego startu V-2 z poligonu w Borach Tucholskich. Na postawie dzienników startowych wiemy dziś jednak, że ostatnia A4/V-2 wystartowała z HK 11 stycznia 1945 roku. Cel był odległy o 225 km, rakieta poleciała o jeden kilometr dalej, zbaczając z kursu o ponad 8 km w prawo. Później planowano odpalić jeszcze jeden pocisk, okazało się jednak, że turbopompa paliwa jest niesprawna.

Miejscem docelowym, w które ewakuowano poligon HK była miejscowość Buddenhagen, na południe od Wolgast, niedaleko wyspy Uznam i Peenemuende. Nie wystrzelono stamtąd już ani jednej rakiety A4/V-2.
Omawiając historię poligonu Heidekraut trzeba pamiętać o jeszcze jednym epizodzie związanym z niemiecką bronią rakietową. Dotyczy on szkoleń w wykorzystaniu pocisku o nazwie ”Rheinbote” („Posłaniec Renu”). Była to czterostopniowa rakieta, której każdy stopień był napędzany silnikiem na stałe paliwo - zwyczajnym prochem strzelniczym. W wersji bojowej miała długość 11,1 metra i ważyła ponad 1,6 tony. Zasada lotu „Rheinbote” była prosta - po wypaleniu się silnika startowego, każda kolejna wypalona część rakiety była odrzucana, aż w locie zostawał jedynie ostatni stopień z głowicą, w której było 25 kilogramów trialenu - środka niebezpieczniejszego od amatolu znajdującego się w głowicach A4/V-2. „Rheinbote” nie był kierowany, a o jego zasięgu decydował jedynie kąt podniesienia wyrzutni osadzonej na zmodyfikowanej lawecie Meillera - tej samej, która służyła do transportu rakiet V-2.

Firma Rheinmetall - Borsig rozpoczęła badania nad pociskami rakietowymi napędzanymi stałym paliwem już w 1936 roku, ale dopiero w 1941 roku - wykorzystując koniunkturę w III Rzeszy i zamówienie na projekt rakiety - przeniosła swój własny, „fabryczny”, poligon do Łeby nad Bałtykiem. Przy okazji wykorzystano tamtejszy poligon Luftwaffe. W miejscu tym, już wówczas nazywanym „Kleine Peenemuende” - „Małe Peenemuende” - zaczęto testować rakiety wystrzeliwując je w kierunku odległej o 170 km wyspy Bornholm. Około kwietnia 1943 roku „Rheinbote” był na tyle rozwiniętym pociskiem, że zaczęto myśleć o powołaniu do życia „Versuchskommando Troeller” - doświadczalnej jednostki artyleryjskiej Wehrmachtu, która miała testować nową broń. Jej nazwa pochodziła od nazwiska dowódcy, Oberstleutnanta Alfreda Toellera.

Późnym latem 1944 roku w Łebie zorganizowano pokazowe strzelanie dla Gruppefuehrera Hansa Kammlera, generała Waltera Dornbergera i kilku ekspertów. Dornberger był sceptykiem, ponieważ jeden z „Rheinbotów” utknął na wyrzutni, w dodatku on sam preferował program V-2. Głos Kammlera przeważył. Jednostkę Troellera przekształcono w oddział bojowy - 709 Artillerie Abteilung. (709 Batalion Artylerii). Gdy 709 AA próbował ostrzeliwać „Rheinbotami” Antwerpię, w „Heidekraut" trwały próby tej broni.
Tyle mówi na ten temat niemiecki dokument:


„V / Bb.Nr.15965/44 g. O.U. dn. 19.grud.1944

Tajne
Notatka do akt

na naradę z generałem Dornbergerem, Generalleutnantem der Waffen SS dr inż. Kammlerem dn. 20.12.44.


Dot.: Rheinbote i HDP.

1.) Rheinbote.
Sprzęt: W oddziale w tej chwili 4 wyrzutnie. Według informacji WüG 2/VII dalsze wykańczanie następująco:
5.-8. wyrzutnia do około końca grudnia 44,
9.-13. wyrzutnia do około 15.1.45,
13.-16. wyrzutnia do około 30.1.45.

Amunicja: w oddziale wg informacji Hpt. Lörzela dn. 18.12 12 pocisków wysłanych z Ludwigsburga [skreślone, ręcznie dopisane Marienfelde].

Strzały próbne: W HK. do 18.12. oddano łącznie 12 strzałów.X) (1.12. dwa strzały, 13.12. jeden strzał, 17.12. dziewięć strzałów). 9. strzał niewypał, pocisk znajduje się jeszcze załadowany i odbezpieczony na stanowisku ogniowym. Wg telefonicznej informacji Oblt. Lange z 19.12. godz. 17. można obecnie używać tylko jednej lawety. Na drugiej lawecie znajduje się wciąż załadowany i odbezpieczony pocisk z niewypałem. Pocisk nie może już być wystrzelony, zostanie wysadzony. Nie można jeszcze podać, kiedy laweta będzie zwolniona. W HK. nie ma obecnie żadnych dodatkowych pocisków. X)(Meldunek o tym dla Generalleutnanta der Waffen SS dr. inż. Kammlera z FS.Bb.Nr.1607/44 g.K.) Meldunki dotyczące zasięgu i oceny trafień jeszcze nie zostały złożone. B.z.b.V.Heer zażądał w Wa Prüf 11, że do wieczora 26.12. ma się znaleźć jeszcze do 10 kompletnych pocisków.

Produkcja: Wg informacji Wa Prüf 11 w tej chwili są części metalowe, a także głowice bojowe i zapalniki dla 80 pocisków. Produkcja prochu w Dynamit A.G. do końca grudnia 120 pocisków.”

Skrót „HK” to oczywiście kryptonim poligonu Heidekraut. Takie samo oznaczenie znajdujemy na wielu niemieckich dotyczących poligonu rakietowego, m.in. w „dziennikach startowych”. Dziś wiemy ponad wszelką wątpliwość, że „Rheinboty” miały zbyt mały zasięg, aby dolatywać tam, gdzie miały dolatywać V-2. Dlatego też miejsce testowe przeniesiono z Borów Tucholskich w lasy niedaleko ówczesnego Waldheim (dziś Drogosław), na południe od Bydgoszczy. Tego właśnie okresu dotyczy cytowany wyżej dokument.

Próba zrekonstruowania poligonu rakietowego „Heidekraut” , jak się wydaje, powinna podażąć dwoma torami. Pierwszy to rekonstrukcja topograficza, mapowa; druga - to pokazanie wyglądu żołnierzy i pojazdów tutaj się w 1944 roku znajdujących.
Zacznijmy od prostszej rzeczy - wyglądu jednostek. Wszystkie oddziały rakietowe, które trafiły na poligon HK - prawdopodobnie oprócz żołnierzy 500 SS Werfer Abteilung - były umundurowane i wyposażone tak jak normalne jednostki artyleryjskie Wehrmachtu, łącznie z odpowiednim oporządzeniem osobistym. Oficerowie i podoficerowie mieli na stanie osobistego umundurowania także podgumowane długie płaszcze, bardzo podobne lub identyczne z płaszczami używanymi przez niemieckich motocyklistów.
Można domniemywać, że w 1944 roku pojazdy jednostek rakietowych były jeszcze pomalowane podstawowym kolorem o niemieckiej nazwie „Dunkelgelb” (ciemnożółty). Kolor ten jako bazowy dla wszystkich pojazdów niemieckiej armii został wprowadzony oficjalnym rozkazem w połowie 1943 roku. Oczywistą praktyką frontową było nanoszenie na kolor bazowy plam maskujących - zielonych i brązowawych. Prawdopodobnie więc pojazdy, które pojawiły się w HK w znacznej mierze mogły być pokryte kamuflażem. Ponadto, jak powiedział autorowi Henryk Jaśtak, wszystkie pojazdy, które widział w 1944 roku na terenie poligonu HK, były dokładnie przykrywane siatkami lub plandekami maskującymi.

O umundurowaniu żołnierzy i wyglądzie pojazdów ze składu 500 SS Werfer Abteilung podczas pobytu na terenie HK nic nie można powiedzieć. Świadkowie, którzy widzieli pojazdy tej jednostki w Holandii w 1945 roku twierdzą, że były pomalowanie na bazowy kolor zielony, na który naniesiono żółte pasy.
Typowa bateria V-2 składała się z pięciu sekcji: 1. dowódczej, która zajmowała się obliczaniem potrzebnych do odpalenia pocisku parametrów; 2. startowej, która składała się z trzech plutonów, każdy z własnym pojazdem startowym (Feuerleitpanzer) i trzema lawetami (Meillerawagen), w każdym plutonie było ok. 40 osób; 3. kontroli radiowej - obsługującej stacje BS-Stelle i LS- Stelle; 4. pomocniczej - rozładowującej rakiety z wagonów kolejowych na lawety i dostarczającej paliwo do wszystkich pojazdów; 4. technicznej - kontrolującej stan techniczny pocisku V-2 po transporcie kolejowym i naprawiającej drobne usterki pocisku.
Informacje te wydają się niezbędne przy próbach rekonstruowania poligonu HK. Zeznania wymienionych wcześniej świadków prowadzą jednoznacznie na obszar między stacją kolejową Wierzchucin a wsią Suchom i leśniczówką Jelenia Góra. Potwierdza to - wyjątkowo niesolidny z dzisiejszego punktu widzenia - szkic wykonany przez komórkę wywiadowczą AK. Dowodzić się on zdaje jedynie tego, że poligon był tak ściśle strzeżony, że nie można było - albo już nie warto - dokładnie rozpracować jego granic.
Nie zmienia to faktu, że jeszcze dziś, po prawie 70 latach, można próbować rekonstruować układ topograficzny poligonu Heidekraut. Pomocne są w tym - zdaniem autora - obserwacje terenowe, informacje o znaleziskach, i informacje, które można wydobyć ze znanych dokumentów.
Ponad wszelką watpliwość można stwierdzić, że ze stacji kolejowej Wierzchucin na wschód wyprowadzono - być może zupełnie prowizoryczną - bocznicę kolejową. Na istniejącej i przed wojna, i dziś leśnej przecince, znajdowano jeszcze kilka lat temu śruby od podkładów kolejowych. Bocznica najprawdopobniej dochodziła aż do skrzyżowania z istniejąca dziś drogą Wierzchucin - Zielonka.
Największe znaczenie dla prób odtworzenia wyglądu poligonu ma dziś meldunek szefa 3 baterii 836 AA, z którego wnika, że pole startowe przygotowane przez jego jednostkę było oddalone od strefy mieszkalnej o ok. 300 metrów na południe. Dzięki relacji Ireny Szpicy, dziś możemy próbować mniej więcej określić miejsce, skąd startowały rakiety - było to w dwóch miejscach, z których jedno leżało na północ od Suchomia. Według niemieckiego planu, pole startowe miało 5 stanowisk i rozciągało się na długości nie większej niż 300 metrów. Badania terenowe potwierdzają, że do dziś w tym miejscu można obejrzeć głębokie wykopy pozostałe po pojazdach startowych (Feuerleitpanzer - na podwoziu połgąsienicowego ciągnika Sdkfz 7) i ciężarówkach testowych (Pruefwagen - Opel Blitz z nadbudową) lub generatorach prądu (zmodyfikowany samochód osobowy Steyr 2000).
Kilkaset metrów na północny zachód od domniemanego pola startowego w lesie znajdują się pozostałości prawdopodobnie po strefie mieszkalnej. Można tam znaleźć okrągłe wały ziemne o różnej średnicy: trzy największe to na pewno pozostałości po tzw. „celtach fińskich” - okrągłych drewnianych domkach. Obiekty te niemiecka armia stosowała m.in. podczas zakwaterowywania jednostek obrony przeciwlotniczej wchodzących w skład Luftwaffe. Świadek Irena Szpica opisując poligon HK relacjonowała, cyt.: „żołnierze siedzieli w tych okrągłych domkach”. Wspomniała też, że po wojnie mieszkańcy Suchomia rozbierali „domki” i z materiału budowali np. płoty. „Celtę fińską” strefy mieszkalnej doskonale widać na jedynym znanym dzis zdjęciu, co do którego mamy pewność, że było wykonane na terenie HK.

Na ścisłym terenie Heidekraut można w co najmniej kilku miejscach zobaczyć także inne pozostałości po prowizorycznych budowlach. Jak potwierdziły wcześniejsze badania, nie jest możliwe znalezienie na tym terenie jakichkolwiek stałych obiektów.

Próbując podsumować ledwie zarysowaną historię poligonu rakietowego Heidekraut w Borach Tucholskich trzeba powiedzieć, że - w świetle obecnych ustaleń i znanych w tej chwili dokumentów - miał on charakter szkoleniowo-doświadczalny. Wydaje się, że oba aspekty jego działania dość znacznie się przenikały w ten sposób, że podczas praktycznego treningu w użyciu rakiet A4/V-2 przez jednostki przygotowywane do ich bojowego użycia wykorzystywano okazję do testowania kolejnych zmian m.in. w systemie kierowania pocisków. Opierając się na niemieckich dokumentach, możemy stwierdzić, że pierwszą V-2 z Heidekraut wystrzelono 31 lipca 1944 roku, a ostatnią - 11 stycznia 1945 r. Trudno w tej chwili szacować, ilu niemieckich żołnierzy jednostek rakietowych przewinęło się przez ten poligon - ich pobyt tutaj trwał od jednego do dwóch, trzech tygodni. Biorąc jednak pod uwagę, że między wspomnianymi datami zanotowano blisko 300 startów rakiet A4/V-2, Heidekraut wydaje się być ważniejszym poligonem rakietowym V-2 niż Heidelager w Bliźnie, o ile nie najważniejszym i największym podczas II wojny światowej.


Serdeczne podziękowania za informacje, konsultacje i wymianę korespondencji dla Detleva Paula, Volkera Pelza i Reinera Sigmunda, członków V2 International Research Group


Literatura i źródła
1. W. Dornberger, V-2. Der Schuss ins Weltall, Bachtel V. 1952 - tłum. fragmentów: Grzegorz Płoński
2. “Versuchsbereichten” via Detlev Paul
3. W. Gueckelhorn, D. Paul, V2 gefrorene Blitze, Helios V. 2007
4. A-4 Fibel, 1944
5.Geraetebeschreibung A4, 1945
6. T. Dungan, V-2, A Combat History of the First Ballistic Missile, Westholme P. 2005
7. Middlebrook, Nalot na Peenemuende, MON 1987
8. Zaloga, V-2 Ballistic Missile 1942-52, Osprey P. 2003
9. A. Price, Narzędzia mroku. Historia walki radioelektronicznej 1939-1945, Wyd. Dolnośląskie 2006
10. After the Battle nr 114, The V3 and V4, Church House 2001
11. M. Neufeld, Die Rakete und das Reich, Henschel V. 1999
12. W. Dornberger, Peenemuende. Die Geschichte der V-Waffen, Ullstein V. 2007
13. L. Kotarski, Łeba - wojenne tajemnice. Stacja doświadczalna 1941 - 1945, Wyd. „JMK” 2001
14. K. Ciechanowski, Ruch oporu na Pomorzu Gdańskim 1939-1945, MON 1972
15. M. Sikora, Kuźnia broni III Rzeszy. Niemiecki przemysł zbrojeniowy na Górnym Śląsku podczas II wojny światowej, IPN Katowice 2007
16. Polacy w walce z bronią V-1 i V-2, TPMT POW 2003,
17. A. Glass, S. Kordaczuk, D. Stępniewska, Wywiad Armii Krajowej…, Mirage 2000
18. W. Mąka, Rakiety w sadzie, GP 199?

Internet:

www. V2rocket.com





Strona nie zawiera treści nawiązujących do ideologii nazistowskiej oraz ich nie propaguje
www.v2.strefa.pl