English version

O początku budowy bydgoskiej filii zakładów Dynamit A.G. vorm. Alfred Nobel & CO Bromberg wiemy niewiele. Jak było możliwym to, że już jesienią 1939 roku, tuż po tym, jak niemieckie wojska zajęły Bydgoszcz, rozpoczęła się budowa tak olbrzymiego zakładu? Czy Niemcy mieli przygotowane plany, czy je zdobyli? Może już wcześniej, przed wrześniem 1939, w zawoalowany sposób prowadzono prace geodezyjne na wschodnich rubieżach miasta, na zupełnie dzikim terenie Puszczy Bydgoskiej? Na te pytania odpowiedzi nie znamy. W pracy pt. „Konspiracja i sabotaż w zakładach zbrojeniowych w Łęgnowie w latach 1939 - 1945” wydanej w 1991 roku przez ówczesne muzeum Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy zawarto co prawda relacje Franciszka Wrembla, leśniczego z pobliskiego Emilianowa, który twierdził, że w latach 1937-38 polskie władze wytyczyły w Puszczy Bydgoskiej teren pod fabrykę zbrojeniową, ale… jak dotychczas nie znaleziono to żadnych dowodów. Podobnie jak na teorię, według której Niemcy przechwycili polskie plany fabryki.

*

W strukturze niemieckiego przemysłu zbrojeniowego koncern D.A.G. był jednym z trzech najważniejszych producentów materiałów wybuchowych. Pozostałe firmy to spółki Interessengemeinschaft der Ferbenindustrie (IG Farben) i Westfaelische Anhaltische Spengstoff A.G. (WASSAG). Firmy podlegały bezpośrednio ministerstwu uzbrojenia Rzeszy. Już przed wojną doszło do związania koncernów IG Farben i D.A.G. - w 1926 roku zawarto na okres 98 lat umowę o wspólnocie interesów obu spółek. W 1942 roku do spółki IG Farben należało ponad 45 procent akcji Dynamit A.G. Dr Piotr Jerzy Majchrzak, w jednej ze swoich publikacji, twierdzi, że w koncernie D.A.G. udziały mieli też... Amerykanie! Gdyby dokładnie prześledzić układy własnościowe w D.A.G., nie byłoby w tym nic dziwnego. Koncern IG Farben został utworzony w 1925 roku przez Hermana Schmitza. W jego skład weszło sześć wcześniej istniejących na niemieckim rynku firm w mniejszym lub większym stopniu działających w braży chemicznej: Badische Anilin, Bayer, Agfa, Hoechst, Weilerter-Meer i Griesheim-Elektron. W skład międzynarodowej rady nadzorczej IG Farben do 1938 roku wchodził Max Warburg. W USA działała amerykańska filia koncernu - American IG - a brat Warburga, Paul, zasiadał w jej zarządzie. W latach trzydziestych dyrektorami amerykańskiego oddziału IG Farben byli m.in. C.E.Mitchell - dyrektor National City Bank, Edsel B.Ford - prezes Ford Motor Company i W.C.Teagle - dyrektor Standard Oil of New Jersey. Sam Paul Warburg był zaś... prezesem Reserve Bank of New York i Bank of Manhattan. To właśnie, zdaniem Piotra Jerzego Majchrzaka, tłumaczy fakt, że w czasie wojny ani na fabrykę w Krzystkowicach, ani na olbrzymią wytwórnię w Bydgoszczy nie spadła żadna aliancka bomba.

*

Fakty dotyczące budowy D.A.G. Fabrik Bromberg są takie: w listopadzie 1939 roku w wydawanym po niemiecku dzienniku "Deutsche Rundschau Bromberg" pojawiła się informacja o zamknięciu przez wojsko dwóch ulic: dzisiejszej ulicy Glinki oraz Emilianowskiej. Pierwsza brygada pracowników przymusowych pochodziła z Torunia, byli ofiarami ulicznej łapanki. Zaczęli wkopywać betonowe słupy i rozciągać między nimi stalową siatkę. D.A.G. Fabrik Bromberg nie był pierwszym z nowych zakładów, które zlokalizowano na obecnych terenach Polski. Bardzo podobna fabryka powstała wcześniej w Christianstadt, obecnych Krzystkowicach. Oba zakłady - Krzystkowice i Bydgoszcz - współpracowały ze sobą, poczynając od dostarczania materiałów, na wymianie kadr kończąc. Zdewastowaną i rozkradzioną fabrykę w Krzystkowicach dziś można bez przeszkód oglądać - leży między Nowogrodem Bobrzańskim a Lubskiem, w województwie lubuskim, przy drodze krajowej nr 289. Fabrykę zbudowano w lesie o kształcie trójkąta, którego najdłuższy bok ma 13 kilometrów długości i 170 kilometrów kwadratowych powierzchni. Niemiecka inwestycja w Bydgoszczy także musiała robić na postronnych świadkach olbrzymie wrażenie. W 1942 roku tak rozbudowę zakładu opisywali agenci polskiego wywiadu w raportach przygotowywanych dla londyńskiej Delegatury Rządu RP na Kraj: "Pod Bydgoszczą, zaraz nad kanałem w Łęgnowie w stronę Zimnych Wód rozciągają się piaszczyste zalesione wzgórza, gdzie obecnie Niemcy budują olbrzymie fabryki podziemne na przestrzeni 7 na 7 km. Na oko wzdłuż toru kolejowego widać na obszarze kilkuset km zakładanie w ziemi rur o średnicy 1 m i więcej, dalej śluzę wodną, nowe budynki administracji i baraki dla robotników. Całość ma się rozciągać na dużej przestrzeni, a pod Zimnymi Wodami już są obecnie czynne fabryki prochu tzw. Dynamit AG. Reszta projektowana na olbrzymią skalę ma być rzekomą fabryka chemiczną, jednakże nie na tą..., ale na przyszłą wojnę za 25 lat, gdy będzie chodziło o podbicie Azji czy Ameryki. Bliższe dane o tych zakładach otrzymamy." Drugi raport zawierał już więcej konkretów: "W Łęgnowie Zimnych Wodach pod Bydgoszczą w dalszym ciągu produkuje się różne gatunki prochu. Część pocisków, przede wszystkim do karabinów, maszynowych ładowana jest prochem na miejscu. Łuski wyrabia się przeważnie na miejscu w tutejszych zakładach metalurgicznych, głównie w dawnej fabryce sygnałów kolejowych Fiebrandta i innych. Inne surowce sprowadza się z zachodnich Niemiec z Treusdorf i Kruemmel. Przerwy w pracy po nalotach na zachodnie Niemcy spowodowały, że przez pewien czas sprowadzano surowce z Pawłogrodu na Ukrainie. Od maja trwają prace nad uruchomieniem działu fabryki nitrogliceryny, wytwórczość jednak nie wyszła dotąd poza ramy prób laboratoryjnych."

*

W czasie drugiej wojny światowej Bydgoszcz była jednym z większych ośrodków zbrojeniowych III Rzeszy - i to nie tylko dlatego, że działały tu zakłady Dynamit AG. Drugim dużym centrum przemysłu zbrojeniowego w Bydgoszczy - znajdująca się na drugim końcu miasta - była „Heimat Muna”, jak popularnie nazywano zakłady Luftmunitionsansalt 1/II Bromberg Hoheneiche (Osowa Góra). Była to jednostka magazynowa podlegająca Luftwaffe (siły powietrzne Rzeszy). Powstała w 1940 roku na terenie, który od czasów I wojny światowej był wykorzystywany jako składnica amunicji. W dwudziestoleciu międzywojennym były tam magazyny polskiej armii. Wiosną 1941 roku liczba zatrudnionych w „Munie” zbliżyła się do 1200 osób. Zakład działał na potrzeby Luftwaffe, więc jego głównym zadaniem była elaboracja (napełnianie) i magazynowanie bomb oraz pocisków wykorzystywanych przez samoloty Rzeszy. Zimą na przełomie lat 1941/1942 zaczęto budować drugi zakład, nazywany przez Polaków „tajną Muną”. Przez kilkadziesiąt lat po wojnie nie było wiadomo, co działo się w „tajnej Munie”. Dziś wiemy, że właśnie tam był jeden z większych magazynów, w którym próbnie montowano „Vergeltungswaffe 1”, broń odwetową Hitlera - latające bomby V-1. Niepotwierdzone do końca informacje mówią o tym, że „tajna Muna” została w lutym 1945 roku zniszczona przez specjalny oddział niemiecki, który przedarł się przez linię frontu. Bydgoszcz była już wówczas zajęta przez rosyjskie jednostki. Seria zdjęć, zidentyfikowanych jako zrobione w bydgoskiej Luftmunie, została wykonana podczas ćwiczeń w przewożeniu pocisków w okresie od 22 marca do 3 kwietnia 1944 roku. Dziewięć pocisków, wystrzelonych potem testowo w Zempin na wyspie Uznam, pochodziło z bydgoskiej Muny. Także - w świetle znanych dokumentów - 30 V-1 wystrzelonych na poligonie Heidelager w Bliźnie na południowym wschodzie Polski pochodziły w Bydgoszczy. Cel był odległy o 170 kilometrów, a pociski były odpalane przez Flak Lehr- und Versuchs Abteilung (przeciwlotniczy batalion szkolno - doświadczalny), dowodzony przez majora Czychy. Bydgoska Muna miała być magazynem, który docelowo potrafiłby zmontować 2 tysiące V-1, wynika z dokumentu z czerwca 1943 roku. Wśród innych bydgoskich zakładów, które pracowały na rzecz niemieckiego przemysłu zbrojeniowego, trzeba wymienić „Ostland Werke”, które mieściły się przy ul. Toruńskiej 155. W fabryce produkowano przed wojną elementy gumowe, po zajęciu miasta przez Niemców uruchomiono w niej dział metalowy, w którym powstawał osprzęt artyleryjski, saperski, a nawet elementy wyposażenia U-bootów, niemieckich okrętów podwodnych. W związku z rozwijaniem produkcji, liczba zatrudnionych w tym zakładzie ze 150 osób we wrześniu 1939 roku miała wzrosnąć do tysiąca w 1944 roku. Raporty Delegatury Rządu na Kraj z 1944 roku wymieniają jeszcze kilka innych zakładów, które zajmowały się produkcją na potrzeby niemieckiej armii: Sulkiewicz i Rohakowski, Bombenschlag und Eisenwaren Fabrik (łuski do amunicji karabinowej), Ing. Th. Novak Machinen Fabrik (lufy karabinowe, elementy zamków), Kruppwerke A.G. - prawdopodobnie mało znacząca filia spółki akcyjnej Kruppa, zajmująca się naprawą samochodów i produkcją drobnych części zamiennych.

*

Dynamit A.G. była firmą, która w czasie wojny produkowała dla niemieckiej armii lądowej pociski karabinowe, artyleryjskie, miny przeciwpiechotne i przeciwczołgowe; dla Kriegsmarine (marynarki wojennej) - torpedy i miny morskie. Do tego zestawu dochodziły bomby lotnicze, granaty ręczne. Koncern D.A.G. - oprócz fabryk w Krzystkowcach i Bydgoszczy - miał siedziby w miejscowościach Dünenberg, Gestnacht, Krümmel, Bad Sachsa i Schlebusch. Ocenia się, że w połowie 1944 roku w III Rzeszy koncern produkował tylko w pięciu swoich filiach prawie jedną trzecią z 13 tysięcy ton prochów strzelniczych, które wytwarzały miesięcznie wszystkie niemieckie fabryki. Silnie wybuchowego heksogenu w Rzeszy produkowano 1500 ton miesięcznie. Filie spółki D.A.G. w Krümmel, Doberitz, Christianstadt i Bobingen miesiecznie opuszczało 1100 ton heksogenu. Fabryka D.A.G. w Bydgoszczy ruszyła z produkcją prochów w drugim kwartale 1943 roku. Uruchomiono także linie produkcyjne, na których napełniano materiałami wybuchowymi bomby lotnicze i pociski artyleryjskie. Do końca 1943 roku osiągnięto produkcję 2 tysięcy ton prochów strzelniczych miesięcznie. Tyle samo wytwarzano kruszących materiałów wybuchowych. Było to ok. 5 procent całej produkcji materiałów wybuchowych w III Rzeszy. Pod koniec 1944 roku zakończono budowę wytwórni trotylu, w tym samym czasie kończono budowę wytwórni kwasu siarkowego, który do produkcji trotylu był niezbędny. Obecne badania dowodzą, że w praktyce, codziennie, w D.A.G. Fabrik Bromberg produkowano 60 bomb o wadze pół tony, pięć tysięcy pocisków artyleryjskich zbliżonych wagą do słynnych niemieckich „acht koma acht”, dział o kalibrze 88 mm, oraz ok. 16 tysięcy ładunków prochowych to miotania takich pocisków.

*

Wydaje się, że w bydgoskiej fabryce D.A.G. pracowano też nad nową i dość nowatorską linią produkcyjną tri-nitro-benzenu, bardzo silnego materiału wybuchowego. 24 czerwca 1944 roku doszło do eksplozji na doświadczalnej linii produkcyjnej tego materiału, który - jak sugeruje się w jednej z polskich publikacji - mógł być wykorzystany w głowicach rakiet balistycznych V-2. „Niemcy bardzo wiele obiecywali sobie po opanowaniu tej technologii. Zamiast wytwarzać słaby i silnie toksyczny di-nitro-benzen, nadający się co najwyżej do bomb lotniczych, mogliby w tych samych surowców otrzymywać tri-nitro-benzen. Jest to termostabilny materiał o bardzo wysokiej kruszności i można by go stosować w głowicach torped morskich, rakiet typu V-1/V-2 lub w pociskach o dużych kalibrach. Wybuch, w który zginęli twórcy technologii, przekreślił całkowicie możliwość prowadzenia dalszych badań w tym kierunku” - pisze Zbigniew Gruszka, badacz historii D.A.G. Niestety, w literaturze i znanych dokumentach nie można jednak dostrzec śladu informacji o takim zastosowaniu tri-nitro-benzenu. Dlatego dziś tak trudno powiązać D.A.G. Fabrik Bromberg z niemiecką Vergeltungswaffe - "bronią odwetową", która miała odmienić losy wojny. Czy Niemcy rzeczywiście myśleli o tym, żeby rozpocząć tu produkcję ładunków wybuchowych do swoich tajnych broni? Spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie. W zbiorach Archiwum Państwowego w Bydgoszczy znajduje się pismo, podpisane przez dra inżyniera Paula Walkera z D.A.G. Pochodzi ono z kwietnia 1943 roku. Dr Paul Walker informuje przełożonych, że bydgoska filia jest już gotowa do wytwarzania tzw. amunicji R (Rakete-Munition, "amunicji rakietowej"). Z pisma wynika także, iż zbadano oraz oceniono już pierwszą partię tego materiału, która powstała na wydziale POL-Betrieb. Ocena była pozytwna. Można się jedynie domyślać, że w D.A.G. Fabrik Bromberg ruszyła produkcja paliw do rakiet napędzanych paliwem stałym, m.in. niekierowanych Nebelwerferów. Być może jednak myślano także o czymś innym... Latem 1944 roku w Borach Tucholskich, w rejonie wsi Suchom i stacji kolejowej Wierzchucin jedna z baterii 836 Artilerie Abteilung (836 Batalion Artylerii) zaczęła przygotowywać teren pod przeniesiony z Blizny na południowym - wschodzie Polski poligon rakiet balistycznych V-2. Miejsce w Borach Tucholskich, któremu nadano kryptonim "Heidekraut" (Wrzos) i "Ahorn", było terenem, na którym w praktyce używania V-2 szkoliły się wszystkie niemieckie jednostki, które później brały udział w atakach rakietowych na Londyn, Antwerpię, Paryż czy most w Remagen. Oprócz szkoleń i doświadczeń z V-2 działał tu także 709 Artilerie Abteilung pod dowództwem pułkownika Tröllera, który szlifował praktyczne użycie wynalazku firmy Rheinmetall - Borsig, czterostopniowej rakiety Rheinbote ("Posłaniec Renu"). Rheinboty, napędzane paliwem stałym, przez samych Niemców były nazywane Vergeltungswaffe 4, czwartą bronią odwetową. Celem dla wystrzeliwanych z "Heidekraut" V-2 i V-4 były tereny niewykorzystywanego już w 1944 roku przez Niemców poligonu wojsk pancernych w rejonie Sieradza. Problem Rheinbotów polegał jednak na tym, że miały one zasięg 180-230 kilometrów. Po prostu rakiety do celu nie dolatywły. Dlatego szkolenie 709 batalionu przeniesiono na południe Bydgoszczy, w okolice Łabiszyna. Z tego czasu znamy tylko dwa niemieckie dokumenty, opisujące przygotowania do wdrożenia produkcji i użycia Rheinbotów. Pochodzą one z grudnia 1944 roku. W pierwszym z nich, opatrzonym nagłówkiem "tajemnica sztabowa", a opisującym także stań badań nad V-3 zawarto informację, że zakłady Dynamit A.G. są gotowe do wytwarzania paliwa do "Posłańców Renu". Nie określono w nim jednak, czy chodzi o cały koncern czy o jedną jego filię... Drugi dokument - zawierający dane o fabrykach, które zaangażowano w program "Rheinbote" częściowo rozjaśnia sytuację. Proch do stopni napędowych V-4 ma produkować filia D.A.G. w Düneberg. Czy rozbudowywany dopiero bydgoski D.A.G. również był brany pod uwagę, na razie nie udało się ustalić.

*

Dziś z dużą dozą prawdopodobieństwa można określić jak w kolejnych latach rozwijała się bydgoska fabryka D.A.G. W pierwszych dwóch latach wytyczono teren budowy, zbudowano sieć wodociągową i kanalizacyjną, drogi i tory kolejowe. Powstały również ujęcia wody z Wisły, dwie stacje pomp, których zadaniem było transportowanie wody z rzeki na wysokość prawie 40 metrów, sieci elektryczne, kotłownie, kaskada odprowadzająca ścieki do Wisły oraz ponad sto baraków dla pracowników przymusowych. W latach 1939 - 1941 powstało także siedemdziesiąt pięć procent budynków produkcyjnych. W latach 1942- 1944 uruchomiono sieć wodno-kanalizacyjną, postawiono też resztę budynków. Ruszyła produkcja na dwóch wydziałach: NC-Betrieb i POL-Betrieb. Od początku stycznia 1944 roku zaczęto wytwarzać nitroglicerynę na wydziale NGL-Betrieb, pracowały instalacje do wytwarzania materiałów kruszących Di-B-Betrieb i Tri-B-Betrieb. We wschodniej części zakładów funkcjonował wydział Fülstelle, w którym materiałami wybuchowymi napełniano amunicję. Zaczęto budować wytwórnię kwasu siarkowego. W styczniu 1945 roku zakład D.A.G. w Bydgoszczy mógł działać wciąż na tyle, na ile pozwalały zapasy surowców. Szacuje się, że pojemność zbiorników magazynowych wystarczała na dwa tygodnie ciągłej produkcji prowadzonej na trzech zmianach na dobę. Tak też się działo. O ostatnim roku wojny wiadomo tyle, że jeszcze 17 stycznia 1945 roku, a więc na tydzień przed wejściem do Bydgoszczy Rosjan, chemik zakładowy wystawił atest dla partii prochu, która wyprodukowano w D.A.G. Fabrik Bromberg. Opinia była pozytywna: "Proch zadowala chemicznie". Niepokój w D.A.G. wywołała kolejna, rozpoczęta 12 stycznia ofensywa Rosjan. Świadkowie tamtych wydarzeń, Polacy, których zeznania znajdują się w archiwach Pomorskiego Muzeum Wojskowego, twierdzą, że już wtedy pojawiły się przestoje na liniach produkcyjnych, a na wydziałach nie było kierownictwa ani strażników. Przestawały też pracować wytwórnie nitrocelulozy i nitrogliceryny. Potwierdzają to także świadkowie, dawni pracownicy D.A.G., do których udało nam się dotrzeć. Zauważali na przykład, że rurociągi, którymi tłoczono parę "przestawały szumieć". Dyrekcja zakładów oraz kadra inżynierska i wielu niemieckich pracowników zostało ewakuowanych do Rzeszy zaledwie na tydzień przed nadejściem Armii Czerwonej. W zakładzie wstrzymano produkcję energii elektrycznej i ciepła. Wyłączono także stacje pomp. Armia Czerwona nadeszła z dwóch stron, od Łęgnowa i od strony obecnej ulicy Jana Pawła II, gdzie częściowo rozbito jedną z łotewskich dywizji Waffen SS. Sama fabryka nie była w żaden sposób broniona, na jej terenie nie toczyły się walki. Zakłady D.A.G. - zgodnie z porozumieniami zawartymi w Jałcie - przejęła Komisja Trofeów Wojennych Armii Radzieckiej. Od 24 stycznia 1945 roku przez kilka miesięcy Rosjanie praktycznie rozmontowali zakład niemal do ostatniej śrubki. Skutki niechlujnie przeprowadzonego demontażu widać jeszcze dzisiaj. Zakład zniszczono, nierzadko używając ciężkiego sprzętu, np. czołgowych ciągników ewakuacyjnych. Połamano słupy podtrzymujące rurociągi, porozbijano ściany budynków, z których tylko w ten sposób można było wydobyć olbrzymie wirówki, walcarki czy reaktory. Zniknęły transformatory, transportery i windy, poodcinano także fragmenty rur z blachy kwasoodpornej, a po wyposażeniu warsztatów nie zostały nawet spawarki. Z Bydgoszczy na Wschód wyjechało tysiąc osiemset wagonów wyładowanych wyposażeniem fabryki D.A.G. To, co Rosjanie uznali za nieistotne, na przykład niektóre zbiorniki z półfabrykatami,zostawiano tak, jak stały, pełne niebezpiecznych substancji. Resztki materiałów wybuchowych pomieszano z gruzem, zostawiając taką mieszankę w niektórych częściach podziemnej instalacji ściekowej. W D.A.G. Fabrik Bromberg - jak się dziś szacuje - zostało po wojnie co najmniej kilkaset ton półfabrykatów, wyjątkowo niebezpiecznej nieustabilizowanej nitrocelulozy, prochów oraz gotowej amunicji. Tego Rosjanie nie zabrali. Zostawili po sobie jednak o wiele więcej śladów - na przykład widoczne do dziś podziurawione pociskami szyby w oknach na zakładzie NGL-Betrieb. Prawdopodobnie po zakończeniu wojny radzieccy żołnierze strzelali do nich z radości... Ograbione zakłady 31 sierpnia 1945 roku przejął od radzieckiej administracji polski Centralny Zarząd Przemysłu Zbrojeniowego w Warszawie. Byłą niemiecką fabrykę nazwano Państwową Wytwórnią Prochu. Pod koniec 1948 roku zdewastowane, ale prawie nadludzkim wysiłkiem uruchomione przez Polaków zakłady, opuściła pierwsza partia materiałów wybuchowych, przeznaczona dla kopalni węgla kamiennego. Trotyl został wytopiony z pocisków artyleryjskich, których duże zapasy zostały w magazynach D.A.G. Potem zakład rozdzielono, tak jak dawniej, na dwie części: zachodnią i wschodnią. Tereny rozdzielała linia "kolei francuskiej", biegnąca z północy na południe. Zachodni zakład przeznaczono do likwidacji, we wschodniej części powołano do życia Wytwórnię Nitrozwiązków. Później na dawnym terenie D.A.G. zaczęły działać Wytwórnie Chemiczne nr 9 i 11, na samym końcu powstały tam Zakłady Chemiczne Organika "Zachem" oraz produkujący materiały wybuchowe dla wojska Nitrochem. Wiadomo, że na początku lat 50. teren dawnej fabryki był pilnowany przez Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Była to specjalna formacja wojskowa, wchodząca w skład Sił Zbrojnych Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Powołaną ją do likwidowania "reakcyjnego i antypolskiego podziemia", które zbrojnie występowało przeciwko Polsce Ludowej. KBW był także wykorzystywana do ochrony ważnych obiektów państwowych, o przeznaczeniu gospodarczym lub komunikacyjnym.


dag1_small.jpg dag2_small.jpg dag3_small.jpg dag4_small.jpg

Kotłownia i budynek oczyszczania kwasów NGL-Betrieb





Zobacz D.A.G. Fabrik Bromberg na DVD:


www.youtube.com/watch?v=pqDdMMbFJ2M

www.youtube.com/watch?v=nCIQhqLDkvo




Strona nie zawiera treści nawiązujących do ideologii nazistowskiej oraz ich nie propaguje

www.v2.strefa.pl